wtorek, 23 kwietnia 2013

"To jest nad rozum człowieczy!"

Dzisiaj jest Halloween. W naszych czasach większość młodych ludzi je obchodzi, ku niezadowoleniu katechetów w szkołach. Aleks i Natasza postanowiły urządzić sobie seans spirytystyczny w domu jednej z dziewczyn, pod nieobecność rodziców.
Usiadły w czerwonym pokoju Aleks przy wyłączonym świetle. Jedną ścianę zajmowały beżowe szafy i regały, z leżącymi na nich książkami w kolorowych okładkach. Osoby na zdjęciach ustawionych na biurku dziewczyny obserwowały przyjaciółki. Naprzeciwko znajdowała się fototapeta przedstawiająca most Brooklyński nocą, co nadawało pomieszczeniu głębi. Na półkach oraz kamiennym parapecie poustawiane zostały małe świeczki, nadające chwili tajemniczości. Pomimo, że nikogo nie było w domu, drzwi były zamknięte. Brązowa kanapa rzucała cień na ścianę. W centrum pokoju stał mały, okrągły stolik, a na nim jedna, samotna świeca, większa od wszystkich innych.
Nat siedziała naprzeciwko Aleks. Obie trzymały się za ręce, a pomiędzy ich dłońmi spalał się biały wosk. Spojrzały sobie w oczy. Obie były lekko zaniepokojone pomimo tego, że nie wierzyły w duchy, ani inne zjawiska nadprzyrodzone. Aleks wzięła głęboki wdech. Zaczęła intonować łacińskie słowa, które dziewczyny przypadkiem znalazły w Internecie. Natasha powtarzała za nią. Z każdym słowem napięcie rosło. Każdy ruch światła świec wydawał się podejrzany.
Po wypowiedzeniu wszystkich wersów starego zaklęcia, przyjaciółki rozejrzały się po pokoju. Nic się nie zmieniło. Aleks już miała puścić ręce dziewczyny siedzącej przed nią i wygłosić jakąś kąśliwą uwagę, ale powstrzymała się, kiedy zobaczyła przerażone oczy Nataszy, patrzące na coś za nią. Powoli odwróciła głowę. Serce próbowało wyskoczyć z jej piersi, oddech był niebezpiecznie szybki. To, co zobaczyła, sprawiło, że krzyknęła i zerwała się z miejsca.
Przed nią stał jej brat. Spojrzała na drzwi, które jednak nadaj były zamknięte. Może wszedł tu, kiedy obie recytowały te bezsensowne słowa? To byłoby możliwe, gdyby nie fakt, że chłopak stał tam brudny, jego bordowa koszula miała na sobie ciemne plamy, do złudzenia przypominające krew. Twarz bruneta była dziwnie spokojna, lecz wyrażała bezgraniczny smutek.
Dziewczyny patrzyły na niego, nie mogąc oderwać wzroku od brata Aleksandry.
- Oskar? – zapytała cicho. Jej głos był piskliwy i drżał ze strachu.
Nie odpowiedział, tylko spojrzał jej głęboko w oczy.
- Oskar, co ty tu robisz? Co się dzieje?! – krzyknęła, bo granice jej wytrzymałości psychicznej zostały przekroczone.
- Przepraszam – szepnął, choć zrobienie tego wyraźnie sprawiało mu ból.
Natasza nie poruszyła od momentu pojawiania się chłopaka ani odrobinę. Wciąż wpatrywała się w chłopaka rozszerzonymi ze strachu oczami.
Aleks odbiegła do okna. Na podjeździe nie było ich samochodu, którym jechali jej brat oraz rodzice. Panika w jej umyśle rosła.
- Gdzie są mama i tata? – spytała cicho. Widok jej się rozmazywał przez wzbierające się w oczach łzy. – Co się stało?
Chłopak nie odpowiedział, tylko patrzał na nią z żalem. Podniósł rękę i nagle dziewczyny nie były już w ciemnym pokoju. Znajdowały się na jednym ze skrzyżowań w ich mieście. Przejeżdżała przez nie ogromna ilość samochodów, bo dużo ludzi wracało z cmentarzy.
Wtedy zobaczyła granatowego Volkswagena wjeżdżającego na krzyżówkę. Za kierownicą siedział Oskar, za nim rodzice. Niespodziewanie w bok ich samochodu wjechało inne auto, a w nie inne, które nie zdążyły zahamować.
Aleks jeszcze bardziej przerażona podbiegła do rodziny. Chciała im pomóc, ale napotkała przeszkodę nie do pokonania. Nie mogła nic dotknąć. Jej ciało napotykało opór kilka centymetrów od przedmiotu czy osoby. Płakała i krzyczała, lecz nikt nie zwracał na nią najmniejszej uwagi.
Spojrzała na swoich bliskich. Wtedy zrozumiała. Oni nie żyją. Nie mieli żadnych szans, żeby wyjść z tego cało.
Dziewczyny wróciły do ciemnego pokoju. Aleksandra nie płakała, w przeciwieństwie do Nataszy. Czuła się pusta w środku. Upadła bezsilnie na kolana, a przed nią znowu pojawił się Oskar. Patrzył na nią z czymś, czego nie zauważyła wcześniej – poczuciem winy.
- To nie twoja wina – szepnęła. Naprawdę w to wierzyła. Nie czuła żalu do brat, to był po prostu wypadek. Tragiczny wypadek.
Chłopak widząc wyraz jej twarzy uśmiechnął się nieznacznie i jego kontury zaczęły się zamazywać. Po chwili już go nie było.
Przyjaciółka objęła ją, wciąż się trzęsąc. Nie potrzebowała słów, żeby wyrazić, jak jej przykro. Tego nawet nie da się opisać słowami. Po prostu była teraz przy Aleks. Dziewczyna została na noc. Obie prawie w ogóle nie spały.
Dopiero rano dotarło do niej, co wczoraj tak naprawdę się wydarzyło. widziała ducha swojego brata. Mówiła do niego, a on słyszał i rozumiał.
„To jest nad rozum człowieczy” pomyślała, nie mając pojęcia czemu w tej chwili, przypomniała jej się lekcja języka polskiego.
Dopiero później tama pękła, a łzy rozpaczy wylewały się i nie mogły przestać płynąć.
Przed południem zadzwonił telefon ze szpitala. Aleks odebrała, przygotowana na to, co usłyszy. Przynajmniej tak myślała.
Została poinformowana, że jej rodzina miała wypadek, ale wszyscy przeżyli. Mama jest przytomna, ojciec powinien odzyskać świadomość w ciągu kilku najbliższych godzin. Tylko brat jest w stanie ciężkim. Teraz ma operację, lecz najprawdopodobniej wyjdzie z tego cało.
Tak też się stało.

Po kilku tygodniach, w których Oskar wracał do formy, dziewczyna w końcu zadała pytanie, które nie pozwalało jej zasnąć.
- Wiem, że to może głupio zabrzmieć, ale… pamiętasz coś z czasu, kiedy byłeś nieprzytomny?
- Nie. Tak. Nie wiem. To z jednej strony było jak sen, chociaż czułem, że to prawda. Odwiedziłem tam ciebie, kiedy byłem pewny, że nikt nie przeżył. Nie wiem jak.
Łacińskie słowa. To pewnie ich moc go do niej ściągnęła. Nigdy nie sądziłam, iż może mi się przydarzyć. Ale stało się. Mój brat przez chwilę był duchem, a ja nawiązałam z nim kontakt. 



I jak? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz