piątek, 17 maja 2013

„Dwa światy”


„Weekend” pomyślał Dawid, który właśnie wyszedł ze szkoły. Mijał powoli ludzi, napawając się pożądliwym wzrokiem wszystkich dziewczyn. W piątkowe popołudnie to małe miasteczko o skromnej nazwie Riszmy ożyło. Tłumy ludzi przedzierały się przez zatłoczone samochodami ulice centrum. Dzisiejszego dnia chłopak był zmuszony wracać pieszo. Przestał wypominać sobie, że nie wziął samochodu, gdy zobaczył onieśmielająco piękną dziewczynę usiłującą zwrócić na siebie uwagę przechodniów. Jednak ciemnowłosej, młodej kobiecie to się nie udawało, co bardzo zdziwiło Dawida. 
Podszedł bliżej do intrygująco tajemniczej postaci. Była ona niewiele młodsza od chłopaka, szczupła, nie za wysoka. Miała przenikliwe zielone oczy oraz bujne, lekko kręcone włosy. Ładnie zadarty nos perfekcyjnie wpasowywał się w wygląd tej jakże delikatnej twarzy. Naturalnie czerwone usta dodawały jej wyglądowi charakteru. Ubrana była w zwiewną, białą sukienkę, która podkreślała perfekcyjną sylwetkę dziewczyny, co działało na bruneta jak magnes. 
Był coraz bliżej. Jeszcze nie wiedział co powie. Tym razem nie było tak jak zwykle, kiedy próbował flirtować z jakimikolwiek dziewczynami. Nie. To było coś więcej. Poczuł w tamtej chwili coś, czego nie były w stanie opisać żadne słowa. Miał wrażenie, że ją zna, choć nigdy w życiu jej nie widział. Serce zaczęło mu bić jak oszalałe, oddech przyspieszył, a nogi odmawiały posłuszeństwa. Jednak się przemógł. 
- Witaj – powiedział czarująco, z błyskiem w jego głębokich, niebieskich i prześlicznych oczach. 
- Widzisz mnie?! – spytała zszokowana.
- Oczywiście, trudno nie dostrzec tak zniewalającej osoby. 
- Ty naprawdę mnie widzisz! – mówiła, jakby nie mogła uwierzyć, że ktoś ją widzi i słyszy – Jak to możliwe? Kim ty jesteś? – pytała. 
- O czym ty mówisz? – powoli zaczął uważać ją za wariatkę – Jak ty się w ogóle nazywasz? 
- Anna.
- Więc, Aniu…
- Nie Ania. Anna. Najlepiej mów przez jedno „n” – przerwała – Ale do rzeczy. 
Dziewczyna podniosła rękę, by dotknąć Dawida. W tej chwili delikatnie musnęła policzka bruneta. Przeszedł ją dreszcz. Zachowywała się, jakby od bardzo dawna nie dotykała kogokolwiek. 
- Co się dzieje? O co chodzi?! – pytał niecierpliwie. 
- Szczerze, nie mam pojęcia. 
- Czemu miałbym cię nie widzieć? – ciągle zadawał pytania, które dla Anny wydawały się nie mieć końca. 
Szarpnęła go i pociągnęła stanowczo, wciąż nie mogąc uwierzyć, że może poczuć czyjś dotyk, do szyby w której widać było jego odbicie. Tylko jego. Chłopak nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Stał, dopóki sprzedawca ze sklepu, w którym była ta szyba wyszedł, żeby się spytać, czy dobrze się czuje. Następnie spojrzał znacząco na brunetkę i pociągnął ją w stronę pobliskiego, mało popularnego parku. Oboje usiedli na ławce i zaczęli rozmawiać. 
- Umarłeś kiedyś? – spytała bez żadnego wstępu. 
- Co?! Niech pomyślę… 
- Skup się! – popędzała. 
- Miałem kiedyś wypadek i potem w szpitalu serce mi stanęło, ale mnie ocalili. 
- To by mogło wszystko wyjaśniać – mówiła raczej do siebie – Może właśnie to nas łączy i dlatego mnie widzisz, słyszysz, czujesz…
Rozmowa ciągnęła się dalej. Anna opowiedziała Dawidowi, że nie pamięta, co się z nią stało. Pamięta tylko, że pewnego wieczoru zasnęła, a rano już była niewidzialna dla otoczenia. Nie miała pojęcia, co się stało w nocy. Czy jest duchem? Czy jest duszą oddzieloną od gdzieś czekającego na nią ciała? – te pytania zadawała sobie od ów poranka. 
- Wierzysz mi? 
- A mam inne wyjście? Nie masz odbicia, ten sprzedawca cię nie widział i… - zbliżył się do niej na taką odległość, że na niematerialnej skórze dziewczyna czuła jego oddech. Zbliżał się jeszcze bardziej, dopóki ich usta nie złączyły się w nadnaturalnym pocałunku – TO – powiedział oddalając się powoli – jak reagujesz na każde słowo, dotyk… na wszystko. 
Usta jej milczały, oczy zrosiły łzy. Łzy szczęścia, że ktoś ją rozumie, a przynajmniej stara się zrozumieć, niewiedzy i bezradności, ponieważ nie ma pojęcia, co tak naprawdę się dzieje oraz strachu, bo nie wie, co ją czeka. 
- Jesteś bardzo ufny – wydukała wreszcie, wyczerpana psychicznie. 
- Tylko, jeśli mam dowody, a w tej sprawie są niepodważalne – powiedział spokojnie, dziwnie dojrzale, jak na swój młody wiek – Chce ci pomóc dowiedzieć się co się stało. 
- To dobrze, ale… ile my się znamy? Piętnaście minut? Pół godziny?
- No wiesz… trzeba zacząć jak najwcześniej, a że by to zrobić, musimy się lepiej poznać – szepnął jej do ucha, po czym powtórnie pocałował. Tym razem dłużej. 
Z każdym ruchem Annę przechodził przeraźliwy, ale zarazem przyjemny oraz kojący dreszcz. Jej ciało napinało się i rozluźniało pod wpływem miękkiej skóry chłopaka. Miała ochotę już nigdy go nie puszczać, choć wiedziała, że musi. W końcu praktycznie jej nie ma. Musiała się z tym pogodzić. 

MIESIĄC PÓŹNIEJ

Dzięki Dawidowi brunetka była w stanie pójść do swojego dawnego domu. Po rozdzieleniu ciała z duszą, nie wiedzieć czemu, nigdy tam nie wróciła. Pokazała mu ulicę i dom, w którym kiedyś mieszkała. Chłopak zestresowany tak samo jak ona, zapukał do drzwi. Otworzyła mu młoda kobieta, w okolicach dwudziestego roku życia. 
- Lexi – wyszeptała Anna.
Dawid spojrzał lekko w jej stronę, po czym znów patrzył na kobietę. 
- To moja siostra. 
Ukrywając szok chłopak starał się nawiązać w miarę inteligentny dialog, co idzie mu bardzo sprawnie. Płynnie przechodzi do tematu Anny, już w środku, w domu. 
- Znałem kiedyś dziewczynę o twoim nazwisku – zaczął – miała na imię Anna. Znasz ją?
- To… to moja siostra – odpowiedziała Alexandra. 
- Naprawdę? A mógłbym się z nią zobaczyć? 
- Nie jest to takie łatwe. Ann jest w śpiączce. 
Obojga zatkało. Wtedy w nocy, musiała zasnąć, a jej ciało się nie obudziło. Ale dusza owszem. W okolicy był tylko jeden szpital. 
- Mógłbym ją odwiedzić? 
- Nie powinno być problemu – uśmiechnęła się – Możemy jechać nawet teraz. 
- W takim razie ruszajmy. 
W czasie gdy Lexi poszła się przebrać Anna stwierdziła, że ludzie bardzo szybko są w stanie zaufać chłopakowi. 
Pojechali samochodem starszej siostry. Z pozoru krótka droga dłużyła się niemiłosiernie. W końcu jednak docierają na miejsce. Alex prowadzi Dawida na salę, gdzie znajdowało się ciało dziewczyny. Ta nie mogła jednak nic zrobić. Czuła z nim pewną więź, czuła to ciało, ale nic poza tym. Nie mogła wrócić. Na policzki Ann, bo tak nazywała ją siostra, spłynęły łzy. To była jej osobista porażka. Chłopak nie był w stanie patrzeć na rozpacz brunetki. Przytulił ją i musnął ustami jej ust. W ciągu ostatniego miesiąca działo się to dosyć często. Z czasem Anna zaczęła się zastanawiać, jak to musi wyglądać, dla zwykłego człowieka. Przystojniak całujący powietrze. W tamtej chwili jednak to nie miało większego znaczenia. Dziewczyna zdążyła już się prawie przyzwyczaić do dotyku, lecz pocałunki nadal bardzo przeżywała. Brunet wpadł na dość dziwny pomysł. Pochylił się nad pozbawionym życia ciałem Ann i pocałował jego wargi. Dusza młodej kobiety, ta którą tylko on mógł zobaczyć upadła, po czym… jakby zniknęła. Oszołomiony chłopak przerażony przyglądał się miejscu, w którym jeszcze przed chwilą leżała aura Anny. Stał tam około godziny zapominając o świecie wokół i o Lexi czekającej na niego. Gdy już miał zamiar wychodzić, spojrzał jeszcze raz na ciało. W tej chwili jej powieki drgnęły. Za chwilę jeszcze raz. Powoli dziewczyna otwierała oczy. Dawid wezwał lekarza i Alex. Wszyscy czekali wokół niej aż się wybudzi. Gdy tylko odzyskała władzę w ciele, rzuciła się w ramiona chłopaka i przytulając go dziękowała jemu że uwierzył jej, wytrwał i poświęcił się dla niej.
- Nie wyobrażasz sobie co to dla mnie znaczy… - powiedziała już w domu, a właściwie na spacerze ze swoim pełnoprawnym chłopakiem – Czemu właściwie to zrobiłeś, Dawid?
- Bo cię kocham, Ann.
- Ja ciebie też - wyszeptała po chwili. 
Jak można było przypuszczać, ta para już się nie rozstała. Zestarzeli się razem, już nie spotykając żadnych duchów ani nic tego rodzaju. Nigdy więcej. 


piątek, 10 maja 2013

"Nie można żyć bez miłości"



Tak, tak, kolejna rozprawka, ale za bardzo spodobał mi się ten temat ;)
Czy można żyć bez miłości? Na pewno wiele osób zadało już sobie to pytanie. Do jakich doszli wniosków? Tego nie wiem. Moim zdaniem miłość jest jedną z najważniejszych rzeczy w naszym życiu i nie da się bez niej istnieć. Bo jak można żyć bez miłości rodziców? Bez rodziny? Bez przyjaciół? I jak można przeżyć bez tej jednej osoby, z którą chce się być aż po koniec swoich dni? Postaram się udowodnić moją tezę kilkoma przykładami z literatury. 
Pierwszym przykładem, który idealnie pasuje do przyjętego przeze mnie stanowiska, są uczucia Lennie w powieści autorstwa Jandy Nelson: „Niebo jest wszędzie”. Kiedy starsza siostra Lennon nagle umiera, dziewczyna jest zrozpaczona i czuje wewnątrz siebie pustkę tam, gdzie kiedyś była jej miłość do Bailey oraz uczucie bycia przez nią kochaną. Ma wrażenie, że została sama ze swoim cierpieniem. Wszystkie dobre uczucia zostały wyparte przez bezgraniczny smutek i złość na los, który spowodował taką tragedię. Lennie nie czuła się sobą bez niej. „Tęsknię za tą dziewczyną, którą byłam przy niej, tęsknię za tymi wszystkimi ludźmi, którymi byliśmy. Już nigdy nimi nie będziemy. Ona zabrała ich wszystkich ze sobą.” Dopiero dzięki jej miłości do Joe’go, nowego chłopaka w mieście, jej życie znów zaczyna mieć sens. Kiedy ktoś nam bliski umiera, potrafimy wyłączyć się na odczuwanie miłości, przez co tyko egzystujemy, a nie żyjemy. 
Następnym przykładem są reakcja Cat, bohaterki „Nocnej Łowczyni”, napisanej przez Jeaniene Frost, na wieść o domniemanej śmierci jej męża oraz jej słowa skierowane do niego kilka lat później. Gdy kobieta była pewna, że Bones nie żyje, z rozpaczy chciała skoczyć z klifu. Nie była w stanie wyobrazić sobie pozostałego jej czasu bez osoby, którą kochała bardziej niż słowa mogą to wyrazić. Nie zrobiła tego tylko i wyłącznie dlatego, że chciała się zemścić. Kilka lat później powiedziała mu bardzo ważne słowa: „Jedyne, z czego nigdy, przenigdy bym się nie podniosła, to utrata ciebie. Kiedyś zmusiłeś mnie, bym obiecała ci, że jeśli kiedykolwiek to się stanie, to będę żyć dalej. Ale Bones… (…) Wtedy nie chciałabym żyć.” Niektórzy wolą umrzeć niż żyć bez miłości. 
Kolejnym przykładem jest przyjaźń między Rose i Lissą w serii „Akademia wampirów” Richelle Mead. Dziewczyny, mimo tego, iż bardzo się od siebie różnią, są dla siebie jak siostry. Bez wahania poświęcą siebie, aby ocalić przyjaciółkę. Takim czynem było zasłonięcie własnym ciałem Lissy przez Rosemarie, kiedy do niej strzelono. Myślę, że nikogo, kto przeczytał tą sagę, nie zdziwiło zachowanie dziewczyny. Przyjaciółki były dla siebie jedyną ostoją, jedynym niezmiennym elementem w ich burzliwym życiu, przez co nic i nikt nie mógł ich rozdzielić. Są takie osoby, za które oddamy wszystko, nawet życie. 
Bez miłości człowiek jest pusty w środku. Nie może znaleźć dla siebie miejsca. Swoją prawdziwą twarz ukrywa za maską złudnej odwagi i sarkazmu. W ten sposób nie można funkcjonować. Nie można zapomnieć, kim się jest. 
Myślę, że przykłady podanie przeze mnie wystarczająco pokazują, że bez miłości nie da się żyć. Niektórzy wolą nawet umrzeć. „Życie nie jest życiem, jeśli się przez nie tylko prześlizgniesz. Wiem, że jego istota polega na tym, by znaleźć rzeczy, które mają znaczenie, i trzymać się ich, walczyć o nie i nie odpuścić.” Taką rzeczą jest miłość i każdy, kto kiedyś kochał, to potwierdzi. 



poniedziałek, 6 maja 2013

„Twórczy i destrukcyjny wpływ miłości na życie człowieka”

Co prawda, jest to rozprawka, ale moi znajomi 
zgodnie powiedzieli, żebym to wstawiła, więc proszę :)


Miłość jest kluczowym uczuciem w naszej egzystencji. Ale jaki ma na nas wpływ? Niezależnie od tego, czy jest szczęśliwa czy nie, niszczy człowieka, którym się było, aby stworzyć nową osobę, zbudowaną na zdobytym doświadczeniu. Moim zdaniem cechą miłości jest to, że ona tworzy, niszcząc. 
Idealny przykład, który odzwierciedla przyjętą przeze mnie tezę to uczycie między głównymi bohaterami powieści Lauren Oliver „Delirium”. Lena i Alex żyli w społeczeństwie, w którym miłość uznawana była za śmiertelna chorobę, na którą trzeba wziąć lekarstwo. Jednak wierząc w swoje uczucie, postanowili zbuntować się przeciwko władzy i uciec. Znaleźli w sobie wystarczającą ilość odwagi, aby się nie poddać. „Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa. Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna. I zawsze im wierzyłam. Do dziś. Teraz wszystko się zmieniło. Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
Drugim wybranym przeze mnie przykładem jest miłość Lennie do Joe’go oraz dziewczyny do jej siostry Bailey w utworze Jandy Nelson „Niebo jest wszędzie”. Po nagłej śmierci swojej siostry Lennon zamyka się w sobie. Bails była dla niej wzorem do naśladowania, a kiedy umarła, wraz z nią odeszła radosna część młodszej siostry. Dopiero dzięki Joe’mu znów nauczyła się uśmiechać. „Może miłość jest właśnie po to, by nie dać się prześladować temu, co przepadło, i tylko trwać w zachwycie nad tym, co było...”
Następnym przykładem są relacje Wagabundy z ludźmi w „Intruzie” autorstwa Stephanie Meyer. Wanda była Duszą – przedstawicielem rasy, która okupowała ciała naszego gatunku, wyrzucając z umysłu poprzedniego właściciela, zachowując jednak wspomnienia. Główna bohaterka przejęła ciało Melanie, lecz ta nie zniknęła. Była w jej głowie oraz mogła się komunikować. Kiedy Mel namówiła Wandę na podróż do jednej z ostatnich osad ludzi, ta zobaczyła, iż nasz gatunek nie zasługiwał na los, jaki go spotkał. Z czasem Wagabunda zaczęła kochać Melanie jak siostrę, a w Ianie, człowieku z osady, zakochała się. Te miłość i przywiązanie sprawiły, że stała się silna psychicznie oraz nigdy się nie poddawała, a nawet była gotowa do poświęceń. „Miłość ludzka była trochę nieobliczalna, nie rządziła się wyraźnymi regułami (...). A może po prostu pod jakimś względem była lepsza? Skoro ludzie potrafili tak zapalczywie nienawidzić, widocznie umieli też kochać mocniej, żywiej i płomienniej?”
Myślę, że przedstawione przeze mnie przykłady uzasadniają moją tezę, że cechą miłości jest to, iż tworzy, niszcząc. Najlepszym podsumowaniem będzie cytat z „Delirium”: „Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali.”